Czy w Polsce wolność słowa została już definitywnie pogrzebana?
Historia dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego, znanego z ujawniania niewygodnych faktów w sprawie afery Polnordu i powiązań Romana Giertycha, to przerażający obraz tego, jak represyjny aparat państwa może zostać uruchomiony przeciwko obywatelowi, który ośmielił się mówić prawdę.
Prywatny akt oskarżenia i policyjna obława
W opublikowanym 16 stycznia 2026 roku wpisie na platformie X, Kraskowski ujawnił, że Jan Piński – bliski współpracownik Giertycha i jego specjalista od PR – złożył przeciwko niemu prywatny akt oskarżenia. Na tym jednak się nie skończyło.
„Szuka mnie policja i Straż Graniczna” – napisał Kraskowski.
W związku z prowadzoną sprawą, na dziennikarza została uruchomiona szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza. Skala działań służb wobec obywatela, który opublikował kompromitujące informacje o wpływowym polityku, budzi ogromne kontrowersje.
Początki represji: groźby, ataki i ucieczka z kraju
Kraskowski nie owija w bawełnę. Gdy tylko rozpoczął publikowanie materiałów o aferze Polnordu – jego adwokat Piotr Paduszyński zażądał, aby ten… opuścił dom ze względów bezpieczeństwa. Dziennikarz twierdzi, że jego samochód oraz samochód jego żony zostały ostrzelane śrutem z broni pneumatycznej.
Śledztwo? Błyskawicznie umorzone. Sprawców „nie wykryto”. Na wniosek o dostęp do akt prokuratura nie odpowiedziała.
W obawie o swoje życie, Kraskowski wyemigrował do Albanii, do nadmorskiej Sarandy – miasta, które sam nazywa „albańskim Sopotem”. Tam mieszka w prostych warunkach, dzieląc namiot z bezdomnym i opiekując się znalezionym szczeniakiem imieniem Kira. Pomagają im dwie Romki – starsza kobieta i jej wnuczka.
Powrót do Polski i absurdalny wyrok
Dziennikarz postanowił wrócić do kraju na święta. Jak sam przyznał – żałuje tej decyzji. 15 stycznia warszawski sąd skazał go na 2,5 tys. zł grzywny lub 50 dni aresztu, za… opublikowanie dokumentu z numerem PESEL Adama Glapińskiego, prezesa NBP.
Warto przypomnieć, że chodziło o dokument publiczny, a jego ujawnienie nie stanowiło realnego zagrożenia – w sieci codziennie krążą dziesiątki dokumentów zawierających PESEL polityków, a służby i sądy nie reagują. W tym przypadku zadziałał wybiórczy aparat represji.
„To nie żart. To jest Polska właśnie.” – zakończył wpis Kraskowski.
Zemsta środowiska Giertycha?
Z wpisu dziennikarza wyłania się smutny, ale coraz bardziej powszechny obraz Polski jako państwa, w którym władza wykorzystuje instytucje i służby do ścigania niewygodnych obywateli, zamiast chronić ich prawa.
Roman Giertych – były minister edukacji, a dziś poseł, jest obecnie w centrum wielu kontrowersji, w tym umorzonego postępowania w aferze Polnordu, które coraz częściej określa się jako decyzję polityczną.
Dziennikarze tacy jak Kraskowski – którzy próbują docierać do prawdy – są traktowani jak przestępcy, zastraszani, tropieni przez służby, stawiani przed sądem za błahostki.
Polska bez masek
To już nie pojedynczy incydent. To systemowy schemat, który dotyka coraz większej liczby obywateli – aktywistów, dziennikarzy, sygnalistów, a nawet zwykłych użytkowników internetu.
Kraskowski uciekł do Albanii, by chronić swoje życie. Dziś znów jest ścigany. A osoby, które według wielu opinii powinny odpowiadać za milionowe afery i powiązania z wielkim biznesem, cieszą się nietykalnością i ochroną polityczną.






