Weto jako konstytucyjny hamulec. Dlaczego prezydent zablokował trzy ustawy rządu
Wstęp
W debacie publicznej weto prezydenckie coraz częściej przedstawiane jest jako akt politycznej obstrukcji. Padają hasła o „chaosie”, „blokowaniu reform” czy „wojnie z rządem”. Tymczasem ostatnia wypowiedź prezydenta Karola Nawrockiego pokazuje coś zupełnie innego: weto jako narzędzie korekty złego prawa, stosowane selektywnie i wprost powiązane z konstytucyjną rolą głowy państwa.
Fakty są jednoznaczne. W tym samym tygodniu, w którym prezydent zawetował trzy ustawy, podpisał kolejne dwanaście, a łączna liczba ustaw podpisanych w trakcie kadencji wyniosła 144. To nie jest obraz „prezydenta blokującego państwo”, lecz prezydenta, który jasno wyznacza granice: dobre prawo – podpis, złe prawo – weto.
Prezydent nie jest notariuszem rządu
Jedno zdanie z wystąpienia prezydenta wybrzmiało szczególnie mocno:
„Rządzący muszą zrozumieć, że nie jestem ich notariuszem.”
To fundamentalne przypomnienie konstytucyjnej zasady. Prezydent nie ma obowiązku automatycznego zatwierdzania ustaw uchwalanych przez większość sejmową. Jego rolą jest ochrona interesu obywateli, kontrola jakości prawa oraz reagowanie w sytuacji, gdy ustawodawca przekracza granice wyznaczone przez Konstytucję RP.
Weto nie jest więc „aktem złośliwości”, lecz mechanizmem bezpieczeństwa – szczególnie istotnym w sytuacji, gdy w procesie legislacyjnym pojawiają się tzw. wrzutki ustawowe, czyli przepisy doklejane na końcowym etapie prac, często bez konsultacji i rzetelnej debaty.
Pierwsze weto: wolność słowa i cyfrowa cenzura
Najobszerniej prezydent odniósł się do ustawy wdrażającej unijne rozporządzenie o usługach cyfrowych (DSA). W założeniu miała ona chronić obywateli – zwłaszcza dzieci – przed zagrożeniami internetu. Problem polegał jednak na tym, jak te cele próbowano osiągnąć.
Prezydent wskazał na rozwiązania, które:
- oddają kontrolę nad treściami w internecie urzędnikom podległym rządowi, a nie niezależnym sądom,
- wprowadzają iluzoryczną ścieżkę odwoławczą (14 dni na sprzeciw wobec decyzji urzędnika),
- tworzą realny mechanizm administracyjnej cenzury.
Odwołanie do „Ministerstwa Prawdy” z powieści George’a Orwella 1984 nie było przypadkowe. Chodziło o ostrzeżenie przed modelem państwa, w którym władza najpierw przejmuje kontrolę nad informacją, a następnie nad myśleniem obywateli – wszystko pod pozornie szczytnymi hasłami bezpieczeństwa czy ochrony najsłabszych.
Prezydent jasno podkreślił: wolność słowa w Polsce jest gwarantowana konstytucyjnie (art. 54) i to sądy – a nie urzędnicy – powinny ją chronić.
Drugie weto: nauka nie może być narzędziem polityki
Drugie weto dotyczyło ustawy o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Tu przekaz był wyjątkowo klarowny:
„Nauka dla naukowców, nie dla polityków.”
Zawetowana ustawa dawała rządowi możliwość:
- swobodnego nominowania i usuwania badaczy,
- przejmowania instytutów naukowych,
- centralizowania decyzji personalnych i programowych.
Zdaniem prezydenta takie rozwiązania prowadzą nie do rozwoju innowacji, lecz do zastraszania środowiska naukowego. Nauka potrzebuje autonomii, odwagi myślenia i wolności badawczej – a nie strachu przed tym, czy wyniki badań spodobają się aktualnej władzy.
To weto było sygnałem ostrzegawczym: upolitycznienie nauki to droga do jej degradacji, a nie do postępu.
Trzecie weto: prawo po stronie korporacji, nie obywateli
Trzecia zawetowana ustawa dotyczyła rynku ubezpieczeń. W ocenie prezydenta wprowadzała ona mechanizmy, które:
- wzmacniają pozycję dużych firm kosztem konsumentów,
- pozwalają odmówić odszkodowania z powodu przeoczonego SMS-a czy e-maila,
- szczególnie uderzają w osoby starsze i mniej biegłe cyfrowo.
Prezydent przypomniał tu art. 76 Konstytucji RP, zgodnie z którym państwo ma obowiązek chronić konsumentów przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi. Tymczasem ta ustawa – jak wskazał – działała dokładnie odwrotnie.
Wrzutki legislacyjne jako patologia procesu stanowienia prawa
Wspólnym mianownikiem wszystkich trzech wet była praktyka wrzutek legislacyjnych. Prezydent nazwał ją wprost patologią: do ustaw zawierających dobre i potrzebne rozwiązania „dokleja się” przepisy szkodliwe, a następnie obywatelom stawia się ultimatum: albo wszystko, albo nic.
To nie jest standard państwa prawa. To targ polityczny, w którym jakość prawa przegrywa z interesem chwilowej większości.
„Weto działa” – czyli co dalej?
Prezydent wyraźnie zaznaczył, że weto nie jest końcem drogi. W przypadku ustawy cyfrowej zaproponował:
- przygotowanie nowego, uczciwego projektu w ciągu miesiąca,
- uchwalenie ustawy w dwa miesiące – takiej, która chroni dzieci i respektuje konstytucję.
To ważna deklaracja: weto ma zmuszać rząd do poprawy prawa, a nie blokować zmiany dla zasady.
Zakończenie
Ostatnie wystąpienie prezydenta Karola Nawrockiego rysuje wyraźną linię podziału: między państwem wolności a państwem cenzury, między nauką niezależną a nauką podporządkowaną polityce, między ochroną obywatela a ochroną korporacji.
W tym kontekście weto nie jest problemem demokracji. Jest jej bezpiecznikiem. I jak pokazują liczby – 144 podpisane ustawy i tylko trzy weta – bezpiecznikiem używanym rzadko, ale zdecydowanie wtedy, gdy stawką są podstawowe wolności obywatelskie.
